Jednak budowa….

I oto jak rzeczywistość potrafi zweryfikować oczekiwania. Szczególnie jeśli robi się coś po raz pierwszy i nie do końca wiadomo na co się człowiek porywa. Budowa nie tak straszna jak ją malują. Nasze wcześniejsze wyobrażenie o tym, że 2-3 miesiące zaoszczędzimy na rozbiórce dzięki temu że przebudowujemy a nie budujemy od początku oraz że zaoszczędzimy na budowie nowych murów parteru wydaje się teraz kompletnie idiotyczne.

Krótko mówiąc – z przebudowy zrobiłą nam się klasyczna budowa.

Po zdjęciu podddasza i odkryciu gołych murów wyszły takie kwiatki jak:

  • brak nadproży nad oknami
  • bbb słaby fundament pod jedną ze ścian
  • kiepska jakość spoin w ścianach
  • itp itd

W porozumieniu z głównym majstrem oraz kierownikiem budowy podjęliśmy decyzję, która jeszcze kilka dni wcześniej wydawała nam się nie do pomyślenia. Burzymy do fundamentów.

Na tym etapie należało zinwentaryzować geodezyjnie istniejące fundamenty i wpasować w nie projekt tak, aby już nowobudowane ściany były proste. Wyszedł jednak kolejny problem, mianowicie okazało się, że….. budynek w projekcie jest za duży o ok. 20cm!!

Nie wiemy do końca jak to się stało, ale w którymś momencie przetwarzania naszej inwentaryzacji została ona przez architekta przeskalowana, przez co nijak nie byliśmy w stanie wpasować projektu w fundamenty. Co teraz? Kilka godzin gorączkowego kombinowania (na popołudnie następnego dnia był zaplanowany już beton na fundamenty pod przybudówkę). Koniec końców, zmniejszając nieco miary poszczególnych pomieszczeń udało nam się wpasować budynek. Stan zerowy uratowany. Jednak wiedzieliśmy, że to dopiero początek problemów, gdyż na tym etapie okazało się, że projekt w sensie przedstawionych obliczeń jest już do wyrzucenia…

Miary wszystkich pomieszczeń, domiarów drzwi i okien, konstrukcji dachu należało określić od nowa. Praktycznie narysowaliśmy sobie te pomieszczenia po raz drugi poprawiając po architekcie. Całe szczęście, że mamy w domu specjalistę 🙂

Oczywiście zaskoczeni jesteśmy pozytywnie, że szybko chłopaki pracują, że sprawnie i porządnie. Jednak cień myśli o tym co byśmy mogli postawić w zamian „parostatku” pozostaje. Wszystko mogłoby być inne, mogła się zmieścić prawdziwa spiżarnia i garaż. A będzie nowy budynek dopasowany do starego z którego zostały jedynie fundamenty.  Życie.

Zakwaterowanie

Najwięcej bólu głowy przy planowaniu prac mieliśmy z tymczasowym zakwaterowaniem mamy, która nie chciała rozstawać się ze swoim miejscem. W końcu główny majster zaproponował, że on i jego ekipa mogą mieszkać w wynajętym kontenerze socjalnym. Sprawdziliśmy co to jest i jak wygląda i okazało się, że wcale nie jest to głupie rozwiązanie. Dla matki zamówiliśmy kontener  łazienką i aneksem kuchennym a dla ekipy „pusty” – powiedzieli, że dadzą sobie radę w takim. Domówiliśmy im dodatkowego toi-toia. Każdy kontener ma podłączenie do prądu i grzejniki, ten dla matki ma jeszcze ciepłą wodę,  kanalizację a nawet działa w nim internet LTE i telewizja.

Koszt wynajmu takich kontenerów to:

– 720,00 zł /miesiąc za kontener z łazienką, toaletą i aneksem kuchennym

– 450,00 zł / miesiąc za kontener pusty

Dodatkowo opłata za transport – 350,00 zł za jeden kontener w jedną stronę

Toi-toi za miesiąc 250,00 zł, opróżniany raz na 2 tygodnie.

20160401_115101

Znaleźliśmy jedyne pewne miejsce gdzie kontenery miałyby stabilne podłoże, a przy okazji nie przeszkadzałyby w pracach budowlanych przed domem. Ustawiliśmy je obok siebie ale wejścia do nich są po przeciwnych stronach. W ten sposób mama i ekipa budowlana będą chociaż trochę rozdzieleni.

A.

Żegnamy eternit

Przed rozpoczęciem prac należało zamówić firmę, która zdjęłaby eternit z naszego starego dachu.

Zanim pracownicy firmy pojawili się na budynku musieliśmy wypełnić jeszcze formularz oceny staniu możliwości bezpiecznego użytkowania wyrobów zawierających azbest. Zgłoszenie prac przy demontażu eternitu musiało trafić do Państwowej Inspekcji Pracy, Powiatowego Inspektoratu Nazdzoru budowlanego oraz Powiatowej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej. Dlatego też w dniu wykonywania prac pojawiła się u nas przedstawicielka Sanepidu, która przyglądała się pracownikom zdejmującym płytki eternitu. (Przynajmniej przez pierwszą godzinę ich pracy). Azbest leżał tylko na części dachu – tej dwuspadowej. Nad dobudówką z płaskim dachem azbestu już nie było. Panowie zapakowali płytki z dachu do specjalnych worków (u nas wyszły 3, takie jak na zdjęciu) teraz musimy czekać na ich odbiór przez gminę.

Cena usługi była zależna od powierzchni płytek. Za 1 m2 zapłaciliśmy 12 zł, z tego dachu po negocjacjach wyszło 108 m2. Prace trwały około 6 godzin.

20160405_105213.jpg

A.

Można rozpoczynać prace!

Juhu! Po niezliczonych telefonach do wydziału architektury i poprawkach ze strony architekta  w końcu można rozpoczynać prace budowlane!

Do zapamiętania:

– nie ufajcie architektom,

– płaćcie im za projekt po wydaniu pozwolenia na budowę a nie po wykonaniu samego projektu.

W naszym projekcie było tyle byków, że głowa mała. Ale to już temat na osobnego posta.

Zupełnym przypadkiem trafiliśmy do jednego z banków, w którym pracowała znajoma brata Krzyśka. Do głównej trójki banków do których chcieliśmy zgłaszać wniosek o kredyt hipoteczny wytypowaliśmy inny bank jednak trafiliśmy do tego właśnie dzięki tej znajomości. Pani Monika podpowiedziała nam bardzo ważną rzecz, o której nie mieliśmy zupełnie pojęcia. Otóż dysponując decyzją o pozwoleniu na budowę (nieprawomocną) można zgłosić zamiar rozpoczęcia prac budowlanych oraz odebrać z urzędu dziennik budowy przez upływem tych dwóch tygodni. Chodzi o to, że te dwa tygodnie są na to aby strony ewentualnie mogły wnieść sprzeciw do decyzji. Gdyby byli sąsiedzi, którzy nie chcieliby abyśmy się tam budowali to właśnie byłby czas na zgłoszenie ich sprzeciwu do decyzji. W naszym przypadku jedną stroną byliśmy my – inwestorzy a drugą starostwo wydające decyzję. Logiczne, że żadna ze stron sprzeciwu nie zgłosi bo ni ma w tym interesu. Ale dwa tygodnie to dwa tygodnie. Czekać trzeba, do widzenia.

Kiedy usłyszeliśmy od Pani Moniki o takiej możliwości, szybko cofnęliśmy się do urzędu z którego godzinę wcześniej odbieraliśmy decyzję po dodatkowe dokumenty do rozpoczęcia robót. Pani obsługująca naszą sprawę niechętnie wydała dokumenty, kazała czekać na korytarzu podczas wypisywania pierwszej strony dziennika budowy ale ostatecznie pieczątkę następującej treści przybiła.

„Niniejsza decyzja jest ostateczna i podlega wykonaniu dnia …..” . Oczywiście słowo „ostateczna” zostało przekreślone. Ale podlega wykonaniu już tego samego dnia. Brawo my.  Dzięki temu już możemy zaczynać prace rozbiórkowo-budowlane.

Dokumenty wydane przez wydział architektury:

– zawiadomienie o zamierzonym terminie rozpoczęcia robót budowlanych

– informacja o podjęciu obowiązków przez kierownika budowy

Oba dokumenty były do podpisu przez kierownika budowy wraz z kopią uprawnień budowlanych należało złożyć je w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego.

A.

Wyprowadzka

Aby przygotować dom do przebudowy wybraliśmy się na tygodniowy urlop do starego domu, aby wyczyścić go wszystkich rzeczy. Większość mebli i dużych gabarytów, które mogą być jeszcze wykorzystane przenieśliśmy pod wiatę budynku gospodarczego, kartony z prywatnymi rzeczami pojechały dwa domy dalej do naszej cioci. Zgodziła udostępnić nam trochę miejsca na przechowanie rzeczy.  Poza meblami które miały zostać uzbierało się sporo gratów do wyrzucenia – szczęśliwie nasze porządki zbiegły się w czasie gminną z wywózką wielkogabarytowych śmieci. Panowie chyba nie spodziewali się takiej galerii „cudów”, ale ostatecznie zabrali wszystko. Odszedł zatem koszt najmu dodatkowego kontenera na śmieci.

20160405_104935

Galeria cudów do wyrzucenia – niektóre przydasie zostały odratowane przez rodzinę 🙂

A.

 

Zmiana planów w zakresie przebudowy

W pierwotnym założeniu podczas przebudowy mieliśmy zostawić istniejące ściany na dole oraz strop. Istniejący ganek miał być zburzony i dobudowany „nowy” większy. Dobudowana część na górze istniejącego budynku miała zostać zburzona i całe poddasze wymurowane od nowa. Przy końcowej fazie prac nad projektem konstruktor uznał, że jednak należałoby zrzucić istniejący strop i położyć nowy.  Zmartwiło nas to, bo właściwie cały projekt dopasowywany był do istniejącego stropu i wszystkie ściany na dole miały być zachowane właśnie ze względu na niego. Wiedząc na początku, że strop będzie zrzucany można było wymyślić inny rozkład pomieszczeń na parterze, bez dopasowywania się do istniejących ścian. Trudno, szkoda nam czasu na tworzenie nowego projektu i przechodzenie tej drogi od nowa. Jedziemy z tym projektem mimo to.

Dokumenty jakie trzeba było złożyć do Wydziału Architektury starostwa to:

– 4 egzemplarze projektu budowlanego,

– wniosek o wydanie pozwolenia na budowę

– oświadczenie o prawie dysponowania nieruchomością

( opłat brak)

Do samego projektu, oprócz rzeczy które opracowywał architekt z konstruktorem musieliśmy załączyć:

– wypis z miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (do pobrania w gminie),

-umowa z dostawcą energii elektrycznej (na naszej działce prąd i woda już były), umowy z wodociągami nie daliśmy bo nie mieliśmy – urząd się nie upomniał

Na wydanie pozwolenia urząd ma 60 dni + dwa tygodnie na uprawomocnienie się decyzji.

Pozostaje tylko czekać.

A.

Koncepcja

Jadąc do architekta oglądać wstępną koncepcję zastanawialiśmy się z jakimi odczuciami wyjdziemy z tego spotkania. Mogliśmy popaść w zachywt nad nowym domem i stwierdzić że jest super albo też poczuć lekki niedosyt, że chcieliśmy mieć ładniej ale się nie da. Mogło się też okazać (najgorsza opcja), że wszystko się da wykonać wedle naszych wskazówek ale trzeba dwukrotnie zwiększyć środki na przebudowę, a już najlepiej budować od nowa gdzie indziej. Weszliśmy do jego biura stremowani. Kiedy architekt rozłożył przed nami plan z rozkładem pomieszczeń okazało się, że wygląda właśnie tak jak sobie wyobrażaliśmy, no może prawie:)

Okazało się , że przy zachowaniu obecnych ścian nośnych można stworzyć z naszego „parostatku” całkiem fajne wnętrze, bez pokoi przechodnich, z wydzielonym mieszkaniem dla mamy. Co więcej, nie trzeba na nowo zalewać stropu – przynajmniej całego, fundamenty tez raczej mogą zostać takie jakie są, więc sporo ciężkich prac odpada. Architekt stwierdził, że w pół sezonu spokojnie się wyrobimy z pracami co dało nam nadzieję na zamieszkanie w nowym domu jeszcze przed ślubem. Ale wracając do koncepcji.

Najbardziej zaskoczył nas pomysł klatki schodowej w dobudowanej części domu. W dobudowanej części mają zmieścić się schody na poddasze oraz kotłownia. Dzięki takiemu rozwiązani w środku zostawiamy sobie dużo powierzchni mieszkalnej oraz dodatkowo zyskujemy kolejne pomieszczenie na „graty” znajdujące się właśnie nad kotłownią. (już w połowie zagospodarowane pomysłami co tam schować). Jeśli chodzi o naszą część parteru znalazło się miejsce na salon z jadalnią oraz osobną kuchnię. Niestety będziemy musieli zrezygnować ze spiżarki, żeby móc w jej miejsce zamontować większy kuchenny blat i dodatkowe szafki. Przy naszych intensywnych kuchennych eksperymentach na pewno przyda się dużo miejsca do przygotowywania potraw 🙂
Na poddaszu znalazły się 3 sypialnie (nasza z garderobą), gabinet, duża łazienka i pomieszczenie-schowek, garderoba no i wyżej wspomniane pomieszczenie na graty.

Poniżej rzuty parteru oraz poddasza  🙂

A.

parter

poddasze